Odszedł 20 lutego 1863 roku o godzinie drugiej po południu w Warszawie, w domu własnym przy ulicy Jerozolimskiej pod numerem 1582. Już za życia go doceniono, pozostawił po sobie bardzo liczną spuściznę, a jego realizacje, nota bene zawsze bardzo udane, zachwycają niemal akademicką dostojnością.
Jakie piętno odcisnął ten wybitny architekt urodzony w roku 1792 w Rzymie, lecz od 1822 pracujący w Warszawie? O kim wreszcie mowa?
Reklama
Reklama
Dla Paca pałac na początek
Henryk Marconi kształcił się początkowo pod kierunkiem ojca, Leandra, następnie w latach 1806 - 1810 na uniwersytecie i Akademii Sztuki Pięknych w Bolonii. Nad Wisłę sprowadził go gen. Ludwik Michał Pac, celem ukończenia budowy pałacu w Dowspudzie projektu Piotra Bosio; życzeniem generała było nadanie rezydencji formy neogotyckiej, z czym Bosio nie umiał sobie poradzić.
Foto: mat. arch.
Znakomicie poradził z tym sobie natomiast Henryk Marconi; dojrzały, lecz ambitny i młody – wówczas trzydziestoletni. Jeszcze przed zakończeniem prac w Dowspudzie także dla Paca zaprojektował przebudowę pałacu w Warszawie, i od tej chwili zaczyna się jego wielka kariera – na ziemiach polskich pozostał i pracował aż do śmieci.
Uznanie
współczesnych
Już za życia go doceniono: był członkiem Akademii Inżynierii i Architektury w Bolonii, Akademii Sztuk Pięknych we Florencji, Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu , od roku 1851 profesorem architektury i perspektywy w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych. Był również budowniczym wydziału przemysłu i handlu Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych, Duchownych i Oświecenia Publicznego, a także członkiem rady ogólnobudowniczej Instytutu Oftalmicznego i szpitala św. Łazarza.
Reklama
Reklama
Reklama
Wielkich projektów wyszło spode jego ręko około czterdzieści, drugie tyle gmachów przebudował; zbiera się to w bardzo liczną spuściznę. Jako architekt cenił formy klasyczne i renesansowe, stąd chętnie czerpał z tych epok – jego realizacje, zawsze bardzo udane, zachwycają niemal akademicką dostojnością.
Pałac Paca na Miodowej miał w sobie palladiańską, klasyczną surowość
Foto: Fotopolska
Gdy w latach pięćdziesiątych wykładał w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie, wykształcił liczne grono architektów, pośrednio wpływając na ich artystyczne zapatrywania. Sam doświadczenia zdobywał również podróżując – gdy w roku 1836 Piotr Steinkeller myślał o urządzeniu wodociągu w Warszawie, obaj udali się do Anglii by poznać tamtejsze rozwiązania. Zamierzenie nie doszło wówczas do skutku, lecz pomogło poznać angielski gotyk; kolejna podróż zaznajomiła go z zastosowaniem konstrukcji stalowych w budynkach, co przeniósł na nasz grunt.
Tego typu rozwiązania na wielką skalę zastosował budując kamienicę Grodzickiego czy Hotel Europejski na Krakowskim Przedmieściu; styl projektowanych budowli stopniowo dojrzewał, ewoluując – pałac Paca na Miodowej miał w sobie palladiańską, klasyczną surowość, natomiast późniejsze prace, bardzo liczne, były odkryciem na nowo form historycznych – są więc budynkami neorenesansowymi, klasycystycznymi czy neogotyckimi.
Kościół pw. św. Karola Boromeusza przy ul. Chłodnej wyszedłspod ręki Henryka Marconiego, uwiecznił jego wygląd w czasie epoki fotograf Warszawy Konrad Brandel
Foto: Fotopolska
Nie tylko
kamienice
Wiele jego dzieł z czasem stało się obiektami bardzo w mieście znaczącymi; spośród tych neorenesansowych wypada wymienić szpital św. Łazarza na ul. Książęcej, kościół pw. św. Karola Boromeusza przy ul. Chłodnej, Dom Interesów Andrzeja Zamoyskiego na Nowym Świecie, czy Dworzec Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej – wszystkie odwoływały się do historycznego piękna architektury Włoch, z których Marconi przecież pochodził.
Reklama
Reklama
Wyróżniała je harmonia, symetria, i przejrzystość kompozycji; półkoliste zamknięcia okien i arkady czerpały z ducha szesnastowiecznych założeń pałacowych. W latach pięćdziesiątych przebudował pałac Branickich na Nowym Świecie, projektując do jednego z wnętrz wspaniałe, apteczne meble. Ostatnimi wielkimi realizacjami odwołującymi się do renesansu były świątynie: kościół Wszystkich Świętych na Placu Grzybowskim ukończony w roku 1863, i przebudowa kościoła św. Anny w Wilanowie, dokonana na zlecenie Potockich.
Kościół Wszystkich Świętych na Placu Grzybowskim ukończony został w roku 1863
Foto: mat. arch.
Do wzorów klasycystycznych odwoływała się natomiast Świątynia Dorycka w Natolinie, gmach więzienia między Dzielną i Pawią zwany zwyczajowo Pawiakiem, czy wybudowany jako część projektowanego przez Marconiego wodociągu wodozbiór w Ogrodzie Saskim. W tym ostatnim przypadku architekt inspirował się świątynią Westy w Tivoli pod Rzymem; choć pół wieku wcześniej po ten sam wzorzec sięgnął Chrystian Piotr Aigner w parku przy pałacu Czartoryskich w Puławach, w Warszawie powstało dzieło bardzo dekoracyjne i przydające uroku Ogrodowi Saskiemu – a kryjące przecież urządzenia techniczne. Inną realizacją z najbliższego sąsiedztwa był Instytut Wód Mineralnych, również działający w Ogrodzie Saskim.
Sięgał wreszcie Henryk Marconi po formy inspirowane gotykiem; w tej grupie wypada wymienić przebudowę Zdroju Stanisława Augusta na ul. Zakroczymskiej, Mauzoleum Potockich w Wilanowie, oraz bramę pałacową z domkiem stróża w Morysinie z 1846 roku – bezcenny zabytek, dziś pozostający stanie ruiny.
Mistrzowsko operując elementami zaczerpniętymi z architektury militarnej, Marconi zaprojektował pawilon ogrodowy; wojno stojącą bramę z basztą, akcentującą oś widokową. Choć nie był to ulubiony styl Marconiego, widać w tej pracy doskonałe przygotowanie teoretyczne – przygotowując się do pracy w Dowspudzie, Marconi gruntownie zaznajomił się z opracowaniami tego stylu dostępnymi w bibliotece Józefa Sierakowskiego w Warszawie. Reszta była kwestią wyobraźni i talentu.
Reklama
Reklama
Wszechstronność
wielkiego twórcy
Marconi był bez wątpienia najlepszym warszawskim architektem swej doby; poza tym – bardzo pracowitym. Mógł wybierać zlecenia, miał ich bardzo wiele; czasem gdy inwestorzy wyraźnie formułowali swoje oczekiwania estetyczne – zaspokajał je. Warto odnotować, że początek warszawskiej kariery Marconiego przypadł na czas powstania listopadowego – Pac, który organizował środki na walkę, Marconiemu honorarium nie wypłacił; zaciągnął za to u architekta znaczną pożyczkę, zadłużył też hipotekę pałacu.
Ostatecznie ranny w bitwie pod Ostrołęką, udał się na emigrację – Marconi natomiast rozpoczął wielką karierę. Poza Dworcem Wiedeńskim, który na dekady zdeterminował estetykę śródmieścia Warszawy, Marconi był też twórcą warszawskiego wodociągu, uruchomionego 16 czerwca 1855. Choć nie miał doświadczenia w pracy nad obiektami tego typu, stworzył Stację Pomp na ulicy Dobrej, która tłoczyła wodę do wspomnianego wodozbioru w Ogrodzie Saskim.
Choć Henryk Marconi nie miał doświadczenia w pracy nad obiektami wodociągowymi, stworzył Stację Pomp na ulicy Dobrej, która tłoczyła wodę do wspomnianego wodozbióru w Ogrodzie Saskim.
Foto: Fotopolska
Stąd woda zasilała uliczne zdroje w liczbie 16, i cztery fontanny – w Ogrodzie Saskim, na pl. Teatralnym, pod kolumną Zygmunta oraz na Rynku Starego Miasta. Najciekawszym zdrojem był chyba ten w formie bramy ujmującej wylot ulicy Karowej – jej arkadę zwieńczyła rzeźba Syreny dłuta Konstantego Hegla. Z czasem wodociąg zastąpił nowocześniejszy – projektu Lindleya, dostarczający też wodę lepszej jakości.
Ale Marconi był także architektem nowoczesnym, mimo zamiłowania do klasycznych form. Gdy zaprojektował Dom Handlowy Braci Lesser na Rymarskiej, posiadający konstrukcję z żelaznych słupów, rozgorzał spór: czy to się nie zawali? Była połowa XIX wieku; stalowe konstrukcje były pieśnią przyszłości. Miejscy urzędnicy wydali zgodę na budowę po długich wahaniach, i konsultacjach z architektami niemieckimi. Ostatnimi ważnymi pracami architekta był Hotel Europejski wznoszony etapami w latach 1855 – 59, oraz elewacje gmachu Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego wzniesionego w w latach 1853-1858, wzorowane na prokuratorii weneckiej.
Reklama
Reklama
Hotel Europejski przy Krakowskim Przedmieściu na pcztóce epoki .
Foto: Fotopolska
Henryk Marconi Pozostawił po sobie bardzo liczne dzieła; na zawsze odmienił obraz Warszawy, wnosząc talent, włoskie inspiracje i umiłowanie klasycznego piękna.