Aktorzy odgrywający role robotników, wypadają niezwykle wiarygodnie – zarówno Janek Szarliński , w którego postać wcielił się Tadeusz Schmidt, jak też Hanka Ruczajówna – dziewczyna z opoczyńskiego, wykreowana brawurowo przez Lidię Korsakównę, budzą sympatię.
25 stycznia 1954 roku odbyła się premiera filmu „Przygoda na Mariensztacie”. Barwny film, reżyserowany przez Leonarda Buczkowskiego, odniósł niebywały sukces. W nieskomplikowanej fabule udało się pogodzić taniec, piosenkę, kulturę ludową; zjawisko migracji ludności wiejskiej do miast, a także aktywizację zawodową kobiet.
W krzywym zwierciadle, za pomocą żartobliwych kwestii, wskazano uwagę na ważny problem – w nowych realiach bardzo wiele kobiet – w tym takich, które straciły mężów na wojnie, musiało ciężko pracować.
Reklama
Reklama
"Przygoda na Mariensztacie" plakat filmu
Foto: mat. pras.
Nowa rzeczywistość - miasto powstaje na nowo
Już pierwsze sceny filmu, za pomocą symboli, upewniają nas, że żyjemy w nowych czasach. Na budowach pracują nowoczesne maszyny, wśród huku i kurzu padają ruiny, by ustąpić miejsca nowym domom. W kolejnym ujęciu widzimy sprawność organizacji; dźwig dostarcza murarzom cegłę, tuż obok zbrojarz skręca stalowe pręty, szerokim strumieniem leje się beton. Budowa jest nowoczesna, zmechanizowana, i wspierana siłami członków ZMP – „Pieśnią i tańcem witamy Warszawę" - głosi napis na jednej z ciężarówek zmierzających do miasta.
W kolejnym ujęciu podróżują członkowie „Zespołu Świetlicowego ze Złocienia", w rzeczywistości - członkowie Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze". Podczas wycieczki, widz wraz ze zwiedzającymi miasto członkami zespołu ogląda powstającą z gruzów Warszawę - osiedle Mariensztat, schody ruchome przy Trasie W-Z, figurę Przekupki dłuta Barbary Zbrożyny. Obraz sugeruje, że miasto powstaje na nowo, piękniejsze niż przed wojną; przewodnik pokazuje wycieczce odbudowany pomnik Adama Mickiewicza, nowy wówczas CDT, Łazienki Królewskie. Wreszcie główna bohaterka – Hanka Ruczajówna, odłącza się od grupy.
"Przygoda Na Mariensztacie" rzeczywistość socrealistyczną pokazuje w formie romantycznej komedii
Foto: mat. pras.
Reklama
Reklama
Reklama
Spotkanie na budowie – lekka treść w stalinowskich realiach
Z podziwem ogląda dłuższą chwilę pomnik Feliksa Dzierżyńskiego – nowe wówczas dzieło Zbigniewa Dunajewskiego, następnie MDM, ale mija także straszliwie zniszczony Prudential. Wreszcie trafia na Muranów, gdzie znów pracują lśniące maszyny, zachwalane zresztą przez gapiów, i wówczas , zaczepiona, poznaje grupę pracujących na budowie robotnic przybyłych z prowincji. "Nasza Warszawa" - mówi jedna z nich. Pracujemy tu, budujemy Warszawę, to i nasza. Chwilę później, zagadnięta rozmawia z murarzami.
Jednym z nich okazuje się przodownik pracy, Janek Szarliński; choć pierwsze spotkanie trwa tylko chwile, drogi bohaterów przecinają się znów na Mariensztacie, gdzie Hanka występuje ze swym zespołem. Para tańczy cały wieczór na mariensztackim rynku; wreszcie Hanka – wyraźnie zauroczona, musi opuścić zabawę i jechać do domu – na wieś. Jednak wspomnienie poznanego w Warszawie Janka każe wrócić do miasta, i go odszukać. Na kanwie fabuły wywiązuje się uczucie; film łączy mimo lekkiej treści stalinowskie realia z dobrym, przedwojennym kunsztem twórców.
Suma talentów - na naukę musiały starczyć dwa tygodnie
Scenarzysta – Ludwik Starski, był już wówczas doświadczonym twórcą; przed wojną pracował jako dziennikarz, autor tekstów kabaretowych, i oczywiście scenarzysta –pracował nad takimi obrazami jak „Pieśniarz Warszawy” czy „Piętro wyżej”. Leonard Buczkowski – reżyser, który w 1928 roku debiutował niemym filmem „Szaleńcy”, miał stanąć przed nie lada wyzwaniem: stworzeniem – po raz pierwszy w Polsce, filmu barwnego. Filmowcy nie mieli doświadczenia z tą technologią; taśma Sowkolor pochodziła z ZSRR, kamera – z NRD, natomiast na praktyczną naukę musiały starczyć dwa tygodnie spędzone w czeskiej Pradze, gdzie w wytwórni Barrandov Leonard Buczkowski, scenograf Roman Mann i charakteryzator Jan Dobracki uczyli się pracować z nową technologią. Buczkowski ze Starskim po wojnie zrobili wspólnie „Zakazane piosenki” i „Skarb” – filmy niezwykle udane i dobrze przyjęte; dali się więc poznać jako twórcy kompetentni i sprawni. Problemem była kolorowa taśma, lecz filmowców w tej kwestii wspierał radziecki konsultant Fiodor Firsow.
Przepis na sukces – miłość w socrealistycznych dekoracjach
Sumą talentów obu twórców był film, który rzeczywistość socrealistyczną pokazuje w formie romantycznej komedii: jest w niej piękne uczucie, ale też współzawodnictwo pracy, równouprawnienie kobiet i walka płci – w komediach temat poruszany od dziesięcioleci, ale po raz pierwszy w realiach socrealistycznych. Jest też pierwiastek ludowy – wspaniały Zespół Pieśni i Tańca Mazowsze, występujący na scenie przyozdobionej hasłem „Cały Naród Buduje Swoją Stolicę”. Aktorzy odgrywający role robotników, wypadają niezwykle wiarygodnie – zarównoJanek Szarliński , w którego postać wcielił się Tadeusz Schmidt, jak też Hanka Ruczajówna – dziewczyna z opoczyńskiego, wykreowana brawurowo przez Lidię Korsakównę, budzą sympatię.
Gwiazda z przypadku – Buczkowskie wypatrzył Korsakównę
Lidia Korsakówna zresztą – zaledwie osiemnastoletnia, rzeczywiście występowała wówczas w zespole Mazowsze; jednak po sukcesie „Przygody na Mariensztacie” postanowiła bez reszty poświęcić się aktorstwu. O tym, że zagrała w filmie, zadecydował przypadek; reżyser Leonard Buczkowski w lipcu 1952 opowiadał o tym na łamach „Życia Warszawy”.
Reklama
Reklama
Zainteresowany Lidią Korsakówną (na okładce "Filmu") reżyser zaprosił ją na zdjęcia próbne; pokonała 600 innych kandydatek.
Foto: mat. arch.
Kandydatkę do głównej roli trudno było wybrać – wszystkie, choć piękne i zdolne, nie miały w sobie „tego czegoś”; jakiejś iskry, która rozjaśni ten film. I wówczas – tam w Pradze, w wytwórni Barrandov, reżyser przypadkiem spotkał polski zespół „Mazowsze”, zaś w nim wypatrzył Lidię Korsakównę. Wchodząca dopiero w dorosłość dziewczyna pochodziła z Baranowicz na grodzieńszczyźnie; czas wojny bardzo ją doświadczył – wywieziona na roboty, mając kilka lat, musiała oporządzać stado krów. A ona marzyła o tańcu, balecie, kulturze wysokiej - po wojnie zamieszkała z rodzicami w Wałbrzychu, skąd trafiła do baletu we wrocławskiej operze, następnie do Mazowsza.
Projekcja współczesności - połączenie makiet ze zdjęciami plenerowymi
Zainteresowany Korsakówną reżyser zaprosił ją na zdjęcia próbne; pokonała 600 innych kandydatek. Przy okazji kierownik artystyczny Mazowsza Tadeusz Sygietyński obiecał napisać muzykę do filmu – tak powstał wspaniały walczyk „Jak przygoda, to tylko w Warszawie”, oraz piosenka „To idzie młodość” – obie do słów Ludwika Starskiego.
W ówczesnym „Życiu Warszawy” Buczkowski zapowiadał: „Przygoda” będzie zawierać dużo śpiewu, dużo muzyki, tańca, dużo, dużo szczerego humoru i zabawnych sercowych perypetii - słowem dużo nowej, młodej Warszawy”. I o scenografiach: „Rzecz dziać się będzie współcześnie. To znaczy, że aby nadążyć za tą współczesnością musimy dziś już sięgnąć w przyszłość i pokazać Warszawę taką, jak wyglądać będzie w chwili, gdy film wejdzie na ekrany. To znaczy, że między innym i musimy już dziś filmować... gotową MDM. MDM zapiętą na ostatni guzik, pokażemy oczywiście, stosując połączenie makiet ze zdjęciami plenerowymi z autentycznych, wybudowanych i wykończonych już odcinków MDM. Właśnie w tym celu wyrasta w tej chwili w Łodzi, na terenie tamtejszego atelier... druga Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa i drugi Mariensztat, na który przeniesiemy się po zakończeniu plenerowych zdjęć w Warszawie”.
w Łodzi, na terenie tamtejszego atelier wyrosła druga Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa i drugi Mariensztat,
Foto: mat. pras.
Roman Mann – prywatnie stryj znanego dziennikarza Wojciecha Manna, jako wykształcony architekt i scenograf na filmowym planie pokazał niezwykły kunszt; w łódzkim Parku Poniatowskiego zbudował dekoracje łudząco podobne do warszawskiego Mariensztatu, jednak dające przestrzeń filmowcom. Bez zgiełku Trasy W-Z, za to z działającą fontanną i zegarem. Plener był łudząco podobny.
Reklama
Reklama
Osiedle symbol - Mariensztat
Mariensztat, dziś nieco zapomniany, w tamtych latach rzeczywiście odniósł niezwykły sukces;oddane do użytku 22 lipca 1949 zaprojektowane przez zespół Zygmunta Stępińskiego osiedle było niezwykle udane. Przede wszystkim było jednak symbolem nowej, odradzającej się Warszawy, bo o niej głównie jest ten film.