Historia tego niezwykłego odkrycia zaczęła się zupełnie niepozornie na prywatnej posesji w powiecie płockim, gdzie mroźny tegoroczny styczeń przyniósł archeologiczną sensację. Właściciel działki, Arkadiusz Ruszkowski, zaplanował budowę stawu, nie spodziewając się, że pod grubą warstwą piachu kryje się pamiątka z czasów, gdy Mazowsze przypominało mroźną tundrę. To właśnie tam, pośród maszyn budowlanych i wykopanej ziemi, doszło do spotkania z prehistorią, które dzięki wzorowej postawie zaangażowanych osób nie skończyło się na zniszczeniu cennego artefaktu, lecz jego ocaleniu dla nauki.
Czujność operatora koparki
Na pochwałę zasługuje niezwykła uważność Jana Kozłowskiego, który obsługiwał koparkę w Nowej Korzeniówce. Gdy łyżka maszyny zagłębiła się na około trzy metry w głąb piaszczystego podłoża, mężczyzna dostrzegł nietypowy, ciemny obiekt wyróżniający się na tle jasnych osadów. Zamiast kontynuować pracę, co mogłoby nieodwracalnie zmiażdżyć kruchą strukturę kości, operator podjął jedyną słuszną decyzję o natychmiastowym wstrzymaniu robót.
O swoim podejrzeniu niezwłocznie powiadomił przełożonego, Błażeja Lewandowskiego, który po wstępnych oględzinach znaleziska zdecydował o konieczności skonsultowania się z ekspertami. Szybka reakcja pozwoliła na wydobycie fragmentu czaszki wraz z imponującym możdżeniem, czyli kostną nasadą rogu, bez większych uszkodzeń.