„Tata, jak mamy przez to przejść?” – Perspektywa społeczna i polityczna
Emocje warszawiaków najlepiej oddają słowa radnego Jana Mencwela, który przywołuje dramatyczne pytanie swojej córki o to, jak pokonać zwały śniegu w drodze do przedszkola. To nie jest jedynie retoryka polityczna, ale głos tysięcy rodziców, którzy codziennie mierzą się z bezsilnością. Mencwel słusznie punktuje systemową niesprawiedliwość: w nocy miasto mobilizuje ogromne siły do czyszczenia jezdni, ale pługi odśnieżające drogi spychają brudne, ciężkie błoto pośniegowe bezpośrednio na przejścia dla pieszych i chodniki.
W rezultacie kierowcy mogą jeździć komfortowo, podczas gdy ponad połowa mieszkańców korzystająca z komunikacji miejskiej oraz dzieci idące pieszo do szkół muszą przedzierać się przez zamarznięte grzęzawisko. Radni, w tym Karol Jankowski z Woli, domagają się wyjaśnień i rzetelnych kontroli nad firmami zewnętrznymi, które najwyraźniej nie radzą sobie z powierzonymi zadaniami.
Sukces na asfalcie, klęska na betonie. Działania ZOM
Z perspektywy Zarządu Oczyszczania Miasta sytuacja wygląda zgoła inaczej. Służby miejskie nieustannie meldują o walce o przejezdność stołecznych arterii. W kulminacyjnym momencie na drogi wyjeżdża aż 170 pługoposypywarek, które krążą po trasach autobusowych, by zapobiec paraliżowi komunikacyjnemu. Choć dzięki tej mobilizacji autobusy mogły kursować, dla pieszych sukces ten ma gorzki smak. ZOM ostrzega teraz przed nowym, zdradliwym zagrożeniem – „czarnym lodem”. Przy wahaniach temperatury zalegająca na chodnikach woda może w kilka minut zamienić się w niewidoczną, śliską powłokę. Służby miejskie apelują o ostrożność i odpowiednie obuwie, jednak mieszkańcy odbierają te rady jako próbę zdjęcia z siebie odpowiedzialności za fatalny stan nawierzchni.
Labirynt kompetencyjny. Kto właściwie odpowiada za mój chodnik?
Jednym z największych problemów Warszawy jest rozmyta odpowiedzialność za stan traktów pieszych. Oficjalne komunikaty ratusza kreślą skomplikowaną mapę zależności, którą aktywiści ze Stowarzyszenia Lepszy Służewiec nazywają prawnym absurdem. W praktyce wygląda to tak, że ZOM odpowiada tylko za wybrane przystanki, kładki, schody i chodniki wzdłuż tras autobusowych, które nie przylegają do budynków.
Jeśli jednak chodnik styka się z posesją, obowiązek odśnieżania spada na barki właściciela lub zarządcy nieruchomości. Kolejne odcinki podlegają pod urzędy dzielnic, Zarząd Zieleni lub zarządców osiedli. Dla przeciętnego warszawiaka ten podział jest całkowicie nieczytelny. Powstaje kuriozalna sytuacja, w której jeden odcinek drogi do pracy może być odśnieżany przez trzy różne podmioty, co w rezultacie prowadzi do tego, że wszyscy umywają ręce.
Egzekucja i kary. Czy system działa?
Miasto stara się reagować na krytykę, informując o surowych konsekwencjach dla niesolidnych wykonawców. Tylko na początku roku media podały, że ZOM nałożył 1,5 mln zł kar na firmy, które nie wywiązały się z obowiązków związanych z odśnieżaniem. W dwóch dzielnicach rozwiązano nawet umowy z podwykonawcami. Pytanie jednak, czy te kary realnie zmieniają sytuację na ulicach. Radny Karol Jankowski dopytuje, czy rzetelność tych firm była sprawdzana przed przetargami i jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte w przyszłości.
Jedyne skuteczne narzędzie, jakie pozostało mieszkańcom, to masowe zgłaszanie nieprawidłowości przez miejską linię 19115. Tylko poprzez zalanie systemu tysiącami zgłoszeń warszawiacy mogą wymusić na służbach i zarządcach reakcję na konkretnych odcinkach.