-6.8°C
1017.3 hPa
Życie Warszawy
Reklama

Warszawa nie radzi sobie z odśnieżaniem chodników. Miasto jak tor przeszkód

Publikacja: 21.01.2026 10:00

Sygnały o trudnych warunkach na chodnikach docierają z wielu części miasta

Sygnały o trudnych warunkach na chodnikach docierają z wielu części miasta

Foto: Życie Warszawy

Podczas gdy główne ulice Warszawy lśnią czernią asfaltu, piesi mieszkańcy stolicy ślizgają się na nieoczyszczonych od tygodnia trotuarach. System utrzymania chodników okazuje się niewydolną fikcją, która wyklucza najsłabszych.

Zima w Warszawie po raz kolejny obnażyła brutalną prawdę o priorytetach stołecznego ratusza. Choć budżet miasta opiewa na gigantyczną kwotę 30 mld zł, wystarczyły kilka dni z poważniejszymi opadami śniegu, by poruszanie się po mieście pieszo stało się ekstremalnym wyzwaniem.

Stolica bogatego europejskiego państwa na oczach mieszkańców zamienia się w rozległy tor przeszkód, gdzie walka o każdy krok na oblodzonym betonie jest codziennością setek tysięcy osób. Problem nie jest incydentalny; to systemowa niewydolność, która dotyka niemal każdą dzielnicę.

Jednym z największych problemów Warszawy jest rozmyta odpowiedzialność za stan traktów pieszych. 

Chodniki jako tory przeszkód

Spacer ulicami Warszawy przypomina obecnie przeprawę przez poligon doświadczalny. Wystarczy spojrzeć na Wolę, gdzie na ulicach takich jak Sokołowska, Płocka czy Młynarska piesi ryzykują zdrowiem na każdym metrze. Sytuacja na Mokotowie i Służewcu nie wygląda lepiej, a mieszkańcy otwarcie mówią o paraliżu.

Kryzys najbardziej dotkliwie uderza w osoby o ograniczonej mobilności. Rodzice z wózkami dziecięcymi, osoby poruszające się na wózkach inwalidzkich czy seniorzy zostali de facto uwięzieni w swoich domach. Dla nich nieodśnieżony chodnik to nie tylko niedogodność, ale bariera architektoniczna nie do przebycia. Co gorsza, problem nie omija nawet najbardziej reprezentacyjnych punktów miasta. W bliskim sąsiedztwie luksusowych hoteli w ścisłym centrum sytuacja bywa równie dramatyczna co na odległych peryferiach.

Reklama
Reklama

„Tata, jak mamy przez to przejść?” – Perspektywa społeczna i polityczna

Emocje warszawiaków najlepiej oddają słowa radnego Jana Mencwela, który przywołuje dramatyczne pytanie swojej córki o to, jak pokonać zwały śniegu w drodze do przedszkola. To nie jest jedynie retoryka polityczna, ale głos tysięcy rodziców, którzy codziennie mierzą się z bezsilnością. Mencwel słusznie punktuje systemową niesprawiedliwość: w nocy miasto mobilizuje ogromne siły do czyszczenia jezdni, ale pługi odśnieżające drogi spychają brudne, ciężkie błoto pośniegowe bezpośrednio na przejścia dla pieszych i chodniki.

Tylko poprzez zalanie systemu tysiącami zgłoszeń warszawiacy mogą wymusić na służbach i zarządcach reakcję na konkretnych odcinkach.

W rezultacie kierowcy mogą jeździć komfortowo, podczas gdy ponad połowa mieszkańców korzystająca z komunikacji miejskiej oraz dzieci idące pieszo do szkół muszą przedzierać się przez zamarznięte grzęzawisko. Radni, w tym Karol Jankowski z Woli, domagają się wyjaśnień i rzetelnych kontroli nad firmami zewnętrznymi, które najwyraźniej nie radzą sobie z powierzonymi zadaniami.

Sukces na asfalcie, klęska na betonie. Działania ZOM

Z perspektywy Zarządu Oczyszczania Miasta sytuacja wygląda zgoła inaczej. Służby miejskie nieustannie meldują o walce o przejezdność stołecznych arterii. W kulminacyjnym momencie na drogi wyjeżdża aż 170 pługoposypywarek, które krążą po trasach autobusowych, by zapobiec paraliżowi komunikacyjnemu. Choć dzięki tej mobilizacji autobusy mogły kursować, dla pieszych sukces ten ma gorzki smak. ZOM ostrzega teraz przed nowym, zdradliwym zagrożeniem – „czarnym lodem”. Przy wahaniach temperatury zalegająca na chodnikach woda może w kilka minut zamienić się w niewidoczną, śliską powłokę. Służby miejskie apelują o ostrożność i odpowiednie obuwie, jednak mieszkańcy odbierają te rady jako próbę zdjęcia z siebie odpowiedzialności za fatalny stan nawierzchni.

Reklama
Reklama

Labirynt kompetencyjny. Kto właściwie odpowiada za mój chodnik?

Jednym z największych problemów Warszawy jest rozmyta odpowiedzialność za stan traktów pieszych. Oficjalne komunikaty ratusza kreślą skomplikowaną mapę zależności, którą aktywiści ze Stowarzyszenia Lepszy Służewiec nazywają prawnym absurdem. W praktyce wygląda to tak, że ZOM odpowiada tylko za wybrane przystanki, kładki, schody i chodniki wzdłuż tras autobusowych, które nie przylegają do budynków.

Jeśli jednak chodnik styka się z posesją, obowiązek odśnieżania spada na barki właściciela lub zarządcy nieruchomości. Kolejne odcinki podlegają pod urzędy dzielnic, Zarząd Zieleni lub zarządców osiedli. Dla przeciętnego warszawiaka ten podział jest całkowicie nieczytelny. Powstaje kuriozalna sytuacja, w której jeden odcinek drogi do pracy może być odśnieżany przez trzy różne podmioty, co w rezultacie prowadzi do tego, że wszyscy umywają ręce.

Egzekucja i kary. Czy system działa?

Miasto stara się reagować na krytykę, informując o surowych konsekwencjach dla niesolidnych wykonawców. Tylko na początku roku media podały, że ZOM nałożył 1,5 mln zł kar na firmy, które nie wywiązały się z obowiązków związanych z odśnieżaniem. W dwóch dzielnicach rozwiązano nawet umowy z podwykonawcami. Pytanie jednak, czy te kary realnie zmieniają sytuację na ulicach. Radny Karol Jankowski dopytuje, czy rzetelność tych firm była sprawdzana przed przetargami i jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte w przyszłości.

Jedyne skuteczne narzędzie, jakie pozostało mieszkańcom, to masowe zgłaszanie nieprawidłowości przez miejską linię 19115. Tylko poprzez zalanie systemu tysiącami zgłoszeń warszawiacy mogą wymusić na służbach i zarządcach reakcję na konkretnych odcinkach.

Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama