Zastanawiam się nad formułą tegorocznych Warszawskich Spotkań Teatralnych. W założeniu swoim miał to być „Festiwal, Festiwali teatralnych” przegląd najlepszych, najgłośniej komentowanych, przedstawień mijającego sezonu. Spektakli, które wzbudzają zachwyt, ale też wywołują dyskusje, które zwracają uwagę na ciekawych reżyserów, prezentują ich często niekonwencjonalny sposób patrzenia na klasykę. Itp., itd.
Krótko mówiąc teatralny „crème de la crème”. Ideą od początku było bowiem zwrócenie uwagi na to, co w teatrach pozawarszawskich ciekawe i warte polecenia. Teatralnych szaleńców, którzy bez względu na koszty podróżują po Polsce nie jest tak wielu więc przyjęło się uważać, że na podsumowanie tego co najciekawsze warto ustawić się w kolejce do kasy Teatru Dramatycznego i zakupić karnet.
Choć w repertuarze tegorocznej imprezy znalazłem kilka teatralnych perełek, to wiele spektakli budziło zdziwienie.
Słuchowisko o umierającym ojcu
„No Yogurt for the Dead” z Belgii obudowany jest ciekawą opowieścią. A minowiecie to, że reżyser i autor to Tiago Rodrigues, czyli dyrektor Festiwalu w Awinionie, który przenosi na scenę ostatnie nienapisane dzieło swego ojca.
Reżyser i autor przedstawienia „No Yogurt for the Dead” to Tiago Rodrigues, czyli dyrektor Festiwalu w Awinionie, który przenosi na scenę ostatnie nienapisane dzieło swego ojca
Rzecz dzieje się w szpitalu, a bohaterem jest właśnie umierający ojciec. Pozostawia po sobie pamiętnik, który kończy się przerwanymi zdaniami, nieczytelnymi sentencjami kreskami, kropkami, które uruchamiają wyobraźnię, przywołują wspomnienia. Przed łóżkiem chorego pojawiają się postacie, które przewijały się przez jego życie.
Cała ta opowieść to próba oswajania ze śmiercią, zwracanie uwagi na jej nieuchronność, ale też pewną naturalność. Szlachetne przesłanie spektaklu i przejmujące, nastrojowe pieśni nie burzą wrażenia, że to raczej słuchowisko, niż teatr. W dodatku z dość tandetną scenografią. Obok łóżka szpitalnego z umierającym ojcem po lewej stronie sceny mamy drugie, ustawione gdzieś w chmurach, które niestety wygląda jak ciężarówka na brzegu wysypiska śmieci. W tym ciągu narracji, dygresji opowieści, najbardziej złośliwą uwagę wypowiada sam bohater: Nie mogę umrzeć, bo jeszcze zrobicie z tego teatr”.
Niemożliwa miłość radykałki z wątkami autobiograficznym
Kolejny zagraniczny spektakl a właściwie wykład performatywny to „Ayoub” Występ argentyńskiej aktorki, tancerki, reżyserki i choreografki, która określana jest jako jedna z „radykałek” teatru hiszpańskojęzycznego. Wsławiła się tym, że buduje swe opowieści bazując na własnej biografii. Co ciekawe, raz staje się ich bohaterką, a jeszcze częściej antybohaterką.
„Ayoub” to występ argentyńskiej aktorki, tancerki, reżyserki i choreografki, która określana jest jako jedna z „radykałek” teatru hiszpańskojęzycznego
Tak jest w przypadku „Ayoub”, gdzie opowiada historię kobiety, która za miłość gotowa jest do wielu wyrzeczeń. Spektakl okazuje się opowieścią o miłości niemożliwej, bo stają na jej drodze polityka, historia, tradycje i przyzwyczajenia. Miłości niemożliwej, w niemożliwym świecie, gdzie główna bohaterka prezentuje niezwykły hart ducha i ciała, ale jak wspomniałem nie jest to spektakl, ale rodzaj performance’u.
Tęsknota za Krystianem Lupą
Wielkim nieobecnym tegorocznych Spotkań jest z pewnością Krystian Lupa. Najbardziej zatęskniłem za nim oglądając „Emanuela Kanta” przywiezionego przez Teatr Szaniawskiego z Wałbrzycha oraz „Piramidę zwierząt” Starego Teatru z Krakowa. Opowieść Thomasa Bernharda o najważniejszym filozofie nowożytności w wyimaginowanej podróży przez ocean do Nowego Świata to był jeden z najważniejszych spektakli Krystiana Lupy.
Przedstawienie "Imanuel Kant" przywiózł do Warszawy Teatr Szaniawskiego z Wałbrzycha
Zrealizowana przed 30 laty w Teatrze Polskim we Wrocławiu opowieść wyróżniała się doskonałą harmonią, misteryjnym rytmem, pięknymi obrazami, widz był niemal uwiedziony przez reżysera i aktorów błyskotliwością opowieści i poczuciem humoru. Odbywało się to zgodnie z zasadą, że „człowiek jest w swych zewnętrznych zachowaniach wyłącznie śmieszny, zaś prawdziwe tragedie rozgrywają się w jego wnętrzu”.
Wizja Agnieszki Olsten zrealizowana z aktorami wałbrzyskiego teatru nie ma już takiej finezji, takiego wyrachowania, jak spektakl Lupy. Jest bardziej kameralna, a na szczególne wyróżnienie zasługuje odtwórczyni roli Kanta (bo Agnieszka Olsten obsadziła w tej postaci kobietę) Agnieszka Kwietniewska.
Ciągi średniej jakości dialogów
Nieobecność Krystiana Lupy jeszcze bardziej mi doskwierała, gdy oglądałem „Piramidę zwierząt” Mateusza Górniaka w reżyserii Michała Borczucha ze wspaniałymi aktorami Starego Teatru w Krakowie. Tytuł spektaklu nawiązujący do słynnej kompozycji Katarzyny Kozyry, kompozycji złożonej ze spreparowanych zwierząt opowiada o świecie artystycznej bohemy. O tym jak wciągające, przyprawione szczyptą humoru, ale też perwersji i gorzkiej ironii mogą być to opowieści udowodnił przed laty właśnie Krystian Lupa realizując choćby „Wycinkę”, czy „Capri”.
„Piramida zwierząt” Starego Teatru z Krakowa - spektakl wciąż aktualny
W spektaklu Michała Borczucha według scenariusza Mateusza Górniaka, nie ma ani perwersji, ani gorzkiej ironii. W tej dość powierzchownej obserwacji „wybrańców bogów” są ciągi średniej jakości dialogów, czasem zabawnych, czasem nużących. A sam temat zwłaszcza dziś wydaje się bardzo aktualny, gdy o roli artysty zaczynają mówić politycy.
Opowieść ubrana w formę surrealistycznej paraboli
Warszawskie Spotkania Teatralne miały pokazywać najlepsze spektakle pozawarszwskie mijającego sezonu. Teatr Dramatyczny złamał tę zasadę i do programu imprezy włączył własną premierę. „Anioła zagłady”. Inspiracją dla gruzińskiego reżysera Daty Tavadze była oczywiście meksykańska czarna komedia Luisa Buñuela, która stała się legendą światowego kina. Tavadze zdawał sobie sprawę, że o przeniesieniu wprost tej satyry wymierzonej w burżuazję, która po powrocie z teatru udaje się na wykwintne przyjęcie i z czasem przekonuje się, że nie ma z niego powrotu, nie może być mowy.
Tę opowieść ubrana w formę surrealistycznej paraboli rozegrał więc w tonacji teatru absurdu rodem z Witkacego i podlał ją nieco komizmem Ionesco. Jest w tym spektaklu nuta szaleństwa, a wśród wyróżniających się aktorów Krzysztof Szczepaniak jako gospodarz oraz Anita Sokołowska i Mariusz Drężek. Ciekawie choreograficznie rozwiązane są sceny zbiorowe, a w scenografii na uwagę zasługuje ustawiony z boku wulkan, który podczas prawie trzygodzinnej opowieści gotowy jest wciąż do erupcji.
---
- 46. Warszawskie Spotkania Teatralne potrwają do 24 czerwca.