Najpoważniejsze zarzuty dotyczą rzekomego „dziedziczenia” stanowisk dyrektorskich przez krewnych oraz błyskawicznych awansów osób powiązanych z byłym aparatem władzy w podwarszawskim Pruszkowie. Według ustaleń gazety w strukturach urzędu oraz miejskim pionie kadr ma pracować liczne grono osób spokrewnionych z kadrą zarządzającą.
Byli urzędnicy opisują również zachowania noszące znamiona mobbingu oraz tzw. kulturę folwarczną. Z relacji wynika, że podwładni najniższego szczebla mieli być wykorzystywani w godzinach pracy do załatwiania prywatnych spraw przełożonych, takich jak zakupy spożywcze czy realizowanie recept. Dodatkowo Gazeta Wyborcza wskazuje na możliwy konflikt interesów przy organizacji płatnych studiów podyplomowych finansowanych z publicznych pieniędzy, na których zarabiać miało kierownictwo USC.
Władze Warszawy zdecydowanie zaprzeczają tym doniesieniom. Rzeczniczka ratusza przekazała, że wszelkie decyzje kadrowe w urzędzie zapadają w oparciu o przepisy prawa oraz obiektywne kryteria merytoryczne.